Ja pedagog

POCZĄTKI NAUCZANIA

Nauczycielem zostałam dokładnie 26 lat temu, w okolicznościach dość nietypowych – właściwie, to zostałam „wrzucona” w katechezę, na miejsce koleżanki, która zachorowała na nowotwór tarczycy. Nie miałam okazji i czasu na podjęcie decyzji, którą już wcześniej ktoś za mnie podjął. Ja przyjęłam stanowisko bez słowa sprzeciwu i wahania.

STANOWISKO KATECHETY

Początki były dla mnie bardzo trudne – bez wiedzy, wykształcenia, doświadczenia, mając 22 lata, zostałam nauczycielem religii w klasach 0 – 6. Najtrudniejszym doświadczeniem było nauczanie w klasie 6-tej, trudnej i wyjątkowej ze względu na emocjonalność młodzieży i niewyrównany poziom klasy. Pamiętam pierwszy rok, kiedy z bezsilności płakałam, zmęczona i zrezygnowana.

Po roku rozpoczęłam studia na Wydziale Teologii na UAM-ie w Poznaniu. Nabywałam wiedzę, która niestety miała się nijak do wiedzy, jak postępować z uczniami trudnymi, obciążonymi bagażem emocjonalnym i to nie tylko swoim, ale również nie radzących sobie z nimi rodziców. Jakoś takie „szczęście” miałam do klas niewyrównanych poziomem i „rozbrykanych”. Wkładałam w pracę mnóstwo sił, energii i wyczerpana wracałam do domu. Wkrótce zauważyłam, że nauczanie tych nierozumianych często przez nas, społeczeństwo dzieci, stało się dla mnie wyzwaniem, by wypracować sobie narzędzia (jakoś nie przepadam za tym słowem ;)), swoje metody podejścia i akceptacji tych uczniów. Ku mojemu zdziwieniu, zorientowałam się, że wraz ze zmianą sposobu nauczania religii, zachodzi zmiana we mnie samej. Czy byłam na nią gotowa? Chyba tak, choć tempo było dość ślimacze.

W katechezie pozostałam do roku 2008, do momentu, kiedy u męża zdiagnozowano guz mózgu. Sądzę, że to wówczas przeszłam największą zmianę, w swoim myśleniu, przekonaniach odnośnie Boga i postawie życiowej.

WYCHOWAWCA ŚWIETLICY

Od 2014 roku jestem wychowawcą w świetlicy szkolnej. Do nauczania religii wróciłam na chwilę – na pół roku. Niestety moje serce było dalekie od pewnych treści, które miałam dzieciom przekazywać. Nie czułam spójności pomiędzy sobą, a tym, co do nich mówiłam. Dlatego wybrałam etat wychowawcy świetlicy. Często się zdarza, że nauczyciel w świetlicy jest w jakiś sposób deprecjonowany. Mówi się o nim jako o pani/panu „od świetlicy”, spotkałam się również z innymi określeniami, „pani od pilnowania”, czy „nauczyciel od zabaw”. Specyfika pracy jest dość trudna, jednak idealna dla mnie. To w tym miejscu się spełniam, zapewniając dzieciom opiekę, rozrywkę i miejsce, w którym mogą odnaleźć swoje talenty.

Jako pedagog, prowadzę również zajęcia nauki czytania.

Od zawsze moje metody pracy z dziećmi, budziły zdziwienie i kontrowersje, a tylko dlatego, że dużo czasu poświęcałam na dialog, że dawałam dzieciom możliwość wyboru – nawet jeśli uczeń później żałował, a konsekwencje wyboru, ponosił sam.

Kochani!

Bycie pedagogiem, szczególnie w aktualnym czasie, nie może sprowadzać się jedynie do przekazywania wiedzy i stawiania treści ponad problemy dziecka, ponad ciężar tego, z czym do szkoły przychodzi. Bycie pedagogiem, zobowiązuje, do przykładu, dojrzałej postawy i do traktowania dziecka jako człowieka, a nie kogoś, kto nic nie wie o życiu. Będąc pedagogiem, sami się uczymy i dojrzewamy do dawania należytego przykładu.