Blog,  Dusza,  Mój styl

Ciemność i mrok do pokochania

Każdy z nas, kto przychodzi na ten świat mierzy się z dwoma biegunami – przeciwnymi dążeniami.

Jeden – to pragnienie wyeksponowania wszystkiego, co w nas piękne, idealne i pozytywne.

Drugi – to ciemność, mrok i doświadczenia, w których mierzymy się z tym, czego w sobie nie lubimy.

Im bardziej dążymy w życiu do rozwoju, im bardziej pragniemy pełni, tym więcej zaciemnionych warstw zaczynamy widzieć.

IDEALNE ŻYCIE

Przez 30 ponad lat żyłam w idealnym i poukładanym świecie. Częściowo o tym pisałam w artykule „Moja historia samodzielności”.

Nie tyle, że nie dostrzegałam swych „tajemnic”, co uznawałam je za niepotrzebne, wstydliwe i grzeszne. Myśli wypierałam, udawałam, że ich nie ma. Za wszystko przepraszałam, co wywoływało poczucie winy. Teraz widzę, że byłam „dużą/małą”, grzeczną dziewczynką, żyjącą w swoim idealnym i bajkowym świecie. W mojej bajce zwanej życiem nie było smoków i czarownic, za to żyły anioły i mili ludzie.

Gdy ukończyłam 18 lat oznajmiłam rodzicom, że złożyłam prośbę o przyjęcie do zakonu – Zgromadzenia Sióstr Szarytek. Długo to pragnienie nosiłam w sobie. Po kilku miesiącach jednak zrezygnowałam.

PRZEŁOM

Nie wiem, czy ktoś z was lub spośród tych, którzy wyrazili chęć rozwoju swej istoty, uniknął konfrontacji z własnym mrokiem i czy to w ogóle możliwe…

W przełomowym momencie mojego życia, które wielu nazywa przebudzeniem z nieświadomości, nacisnęłam przycisk START. Bardziej przypominało to wyjęcie dolnej karty z utworzonego z trudem domku. Kiedy wyjmiesz jedną kartę, runie wszystko.

Trzydzieści lat budowania własnego, nieskazitelnego wizerunku zawaliło się.

DOŚWIADCZENIA CIEMNOŚCI I CIENIA

Kiedy powiedziałam „tak” dla świadomego życia w pełni, roztrzaskał się mój idealny świat. Zaczęłam wchodzić w ciemność, która przejawiała się w bankructwie, relacjach – szczególnie z mężczyznami, z rodzicami. Doświadczałam ogromego lęku, a jednak nie rezygnowałam z żadnej lekcji. Czy to był proces świadomy?

Na poziomie duchowym wiedziałam, że jestem bezpieczna, lecz pragnienie poznania w sobie mroku było silniejsze. Tajemnicza ciemność kusiła i zachęcała, do przeżycia tego, czego nie poznałam jako nastolatka.

Pod postacią godżilli dławił mnie w snach lęk. Wyłaniała się z mglistej otchłani, pod powierzchnią ciemnogranatowego oceanu. Zatopiona – czy raczej uśpiona przez 30 lat zaczęła się wynurzać pokazując warstwy, jakie zostały mi do poznania.

WIZERUNEK

Pewnej nocy poczułam, że godżilla mi nie zagraża. Pokazała się po to, bym ją uznała i w sobie pokochała. Objawiła się, by uznać, że w niechcianych i wypieranych cechach: seksualności, zaborczości, bezsilności, której nienawidziłam, kryje się moc, poddanie Stwórcy i kreacja.

***

Zaczęłam zmieniać wizerunek. Ubierać się kobieco, prowokacyjnie. Pokochałam czerwień i czerń. Umówiłam się na sesję zdjęciową. Uznałam w sobie Lilith, która przez wiele pokoleń nie mogła się uwolnić.

Ciemność przestaje przerażać, gdy wpuścimy odrobinę światła. Rozpuszcza się, gdy z tego, co nas przeraża zrozumiemy lekcję i podzielimy się ze światem. 

Do dziś czasem lubię odsłonić się, ubrać na czarno, czy posłuchać mrocznej muzyki, by poczuć tę siłę ciemności. Czasem zrobię mocniejszy makijaż czy napiszę w dzienniku erotyczne opowiadanie.

Dziś przestałam walczyć z godżillą. W zamian za to staram się rozumieć, co przynosi mi wynurzając się z oceanu zalewających mnie uczuć.

 

Podziel się swoimi przemyśleniami

%d bloggers like this: