Blog,  Książki

Każdy autor ma swój styl słowa

Kontynuuję moją książkę.

Los mi trochę pomógł w tym tygodniu, ponieważ choroba położyła mnie do łóżka, przez co zyskałam czas na przemyślenia fabuły i kończenie rozdziału. Dałam się ponieść wyobraźni i popłynęłam tak bardzo w moich słowach, że dałam upust memu niezadowoleniu z ludzkiej ignorancji w pewnych instytucjach.

 

Odbiegłam od tematu, w związku z czym musiałam przenieść mój pisarski wywód do innego folderu. Nie, niczego nie usuwałam, tak, jak to zrobiłabym kiedyś.

Pojawiła się przede mną moja klasa w szkole podstawowej i nauczyciel języka polskiego. Do dziś pamiętam, jak otrzymaliśmy do napisania wypracowanie na temat szkolnej przerwy i sposobu spędzania czasu podczas niej. Często w nauce pisania pomagał mi mój tato. Podpowiadał, jakich synonimów używać, żeby nie pisać powtórzeń. Czasem dyktował całe zdania, gdy w głowie miałam pustkę.

Tym razem zadanie wykonałam sama. Dałam upust moim ostrym słowom.

W wypracowaniu, opisałam szczegółowo, jak to uczniowie, wybiegają na przerwy nie szanując młodszych, nie szczędząc gardła i „wydzierając” się przepychają, byleby tylko być pierwszymi i przypadkiem nie zmarnować żadnej sekundy cennego czasu.

Oberwało mi się nieźle od polonistki, która o dziwo za cięty język nie wpisała dwójki, ale kazała poprawić z uwględnienim innych zwrotów 😉

Czasem jeszcze zdarzało mi się w liceum użyć ciętego języka i sarkazmu, ale już w nieco innym tonie.

Uświadomiłam sobie, że do końca nie ucięknę od tego stylu, a jedynie mogę go przekształcić. Poza tym zauważyłam ostatnio, że w ten sposób „ratuję” swój umysł, który czasem potrafi tak popłynąć, że bez wyrażenia owych obrazów na papier dopadałyby mnie znów migreny.

A was kochani, chcę zachęcić do pisania. Artykułujcie i nadawajcie znaczenie poprzez słowa, waszemu niezadowoleniu, złości, „dzikim” myślom, gdyż to, co nazwane i wypowiedziane pozostaje na kartkach, a nie w nas.

 

Podziel się swoimi przemyśleniami