Blog,  Przeszłość

Moja historia samodzielności. Czy to musiało się wydarzyć?

Czy gdybym zrezygnowała z pracy, to by się nie wydarzyło?

W roku 2008 miałam 39  lat, pracę na etacie, byłam matką dwóch dziewczynek i miałam poukładane życie. Mieszkaliśmy w naszym M4 i każdego roku wyjeżdżaliśmy na wakacje. Wielu mi zazdrościło, mówiąc: „masz wszystko czego chcesz. Jak to robisz”?

Wielu pytało, lecz nikt nie wiedział jak bardzo pusta i niespełniona czułam się w środku. Praca katechetki mnie męczyła. Zmuszałam się do coniedzielnych mszy świętych, a z mężem nie mogliśmy się porozumieć. Jedynym obszarem, jaki dawał mi spełnienie było moje macierzyństwo i zdrowe relacje z córkami. Każdego dnia zasypiałam z trudem rozważając rezygnację z pracy i separację z mężem. 

Myśli o tak radykalnych zmianach wyzwalały we mnie ogromny lęk, który paraliżował jakiekolwiek działania w kierunku zmian. Znalazłam się na swojej linii życia w punkcie, w którym całkowicie byłam zamrożona. Wiedziałam czego nie chcę, lecz absolutnie nie miałam pojęcia czego chcę.

  • Nie chciałam pracy.
  • Nie chciałam małżeństwa.
  • Nie chciałam więcej rozczarowań.
  • Nie chciałam tej religii ani tego środowiska, ale nie miałam sił, by to zostawić za sobą. 

Choroba męża

W listopadzie 2008 roku u męża zdiagnozowano guz mózgu – glejak, złośliwy, dużych rozmiarów i nieoperacyjny. Leczenie, jakie podjęliśmy zawodziło. Guz wciąż odrastał. Wówczas podjęliśmy decyzję o wspomaganiu się metodami alternatywnymi. 

W wyniku choroby skorzystałam z rocznego urlopu zdrowotnego, poprawiły się relacje z mężem a wewnętrzną pustkę wypełniłam wartościami wynikającymi z pomagania mojemu mężowi w procesie powrotu do zdrowia. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Guz mózgu – glejak znikł i mąż wrócił do zdrowia. 

Ale we mnie wszystko wrzało. Pozorna pomoc, chwilowa rezygnacja z pracy i ocieplenie relacji było tylko osłodą na moje konflikty i cierpienie duchowe, jakiego doznawałam. 

Tym razem wspólnie podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do innego miasta. Zrezygnowałam z pracy, porzuciłam religię na korzyść Boga, który we mnie stopniowo się odradzał. 

W tym miejscu powinnam zakończyć historię i powiedzieć o mojej wewnętrznej cudownej transformacji, o szczęściu i pogłębionej świadomości. Zazwyczaj tak bywa. Niestety nie w moim przypadku. 

W 2017 roku mąż zmarł. 

Zostałam z córkami na wynajętym mieszkaniu, z dorywczą pracą i ruiną finansową. To, co mi zostało to córki, rodzina, ludzie życzliwie nastawieni i wiara w Boga, że skoro był ze mną, gdy świat mój się walił, to będzie ze mną i teraz. Pasmo katastrof odebrało mi racjonalne myślenie i świadome wybory, które z kolei tworzyły kolejne nieszczęścia. 

W tym czasie próbowałam wielu zajęć. Przez 1,5 roku prowadziłam ośrodek terapii, który upadł, sprzątałam mieszkania. Trzykrotnie wracałam do nauczania w szkole, lecz tym razem jako wychowawca świetlicy. Rozpoczął się okres doświadczania wydarzeń, z których wynosiłam coraz dotkliwsze lekcje. 

Rezultat

Od tamtego czasu upłynęło sporo czasu. W efekcie tych doświadczeń, zmieniło się moje postrzeganie świata fizycznego i relacji. Z naiwnej i wyrozumiałej dla wszystkich kobiety przeobraziłam się w osobę, która zaczęła dostrzegać w sobie moc działania. Przestałam czekać, aż ktoś mnie wyręczy. Przestałam wierzyć w cudowne narzędzia duchowości, zmieniające życie. Zaczęłam planować działania i robić grafiki zajęć. Dostrzegłam, że konflikt jaki w sobie nosiłam, to starcie dwóch światów, których nie potrafiłam pogodzić – świata duchowego  z materialnym, duszy i osobowości, które od dawna były w trybie walki. Moja Dusza i jej skarby, talenty przejawia dziś przez ciało i pieniądze, jakie dają jej możliwość pokazywania ludziom tych darów. 

Wynikiem mojej historii jest mój blog, na którym dzielę się lekcjami i konsekwencjami mych wyborów. Dzielę się tym, co zrozumiałam podczas tej trudnej podróży. 

Wynikiem jest stopniowe przechodzenie na swoją działalność. Stopniowe, ponieważ powrót do dzieci szkolnych stwarza mi przestrzeń na rozwój zajęć z neuroplastyki. 

Lekcja

To, czego nauczyłam się podczas moich doświadczeń i w czasie tego etapu w życiu to, to, że aby coś zbudować trzeba podjąć wysiłek. Jednak najważniejszą dla mnie lekcją było zaprzestanie  słuchania rad innych i słuchanie siebie – mojej duszy, która poprzez kolory, muzykę, śpiew kocha się wyrażać. Zauważyłam, jak ważna jest wewnętrzna cisza i wiara we własne możliwości oraz pewność tego, z jakimi skarbami przyszłam na ten świat. 

Wnioski

To, z czym dziś przychodzę do was, to zachęta do czytania mojego bloga i udział w moich medytacjach. Mam nadzieję, że moja historia posłuży wam jako jeden z wielu przykładów, że:

  • jeśli jakiś obszar w życiu przestaje działać, to nie czekajmy na bolesne okoliczności, które staną się wyzwalaczem do zmiany i odbiorą resztę sił, lecz świadomie podejmujmy kroki ku zmianie;
  • po drugie: działania wynikające z lęku, niezaspokojonych pragnień czy poczucia braku nie pozwalają na trzeźwą ocenę sytuacji i są iluzją – chwilowymi „zaspokajaczami”;
  • po trzecie: jeśli połączysz się w sobie ze swoim źródłem możliwości to wszystko to, co było niedostępne, staje się na wyciągnięcie ręki, i z radością zaczynasz tworzyć stopniowo swój świat, w którym stajesz się coraz lepszą wersją siebie. 

 

One Comment

Podziel się swoimi przemyśleniami

%d bloggers like this: