Blog,  Dusza,  Neurografika

O METODACH W ROZWOJU OSOBISTYM I DUCHOWYM

W mojej książce – która mam nadzieję wkrótce się ukaże – opisuję trudną drogę do odkrycia mojego wewnętrznego autorytetu. Zatraciwszy go w dzieciństwie, poszukiwałam wiedzy i prawdy w autorytetach na zewnątrz. Byli nimi między innymi: począwszy od Jezusa, proboszcz parafii, Jan Paweł II, Philip Zimbardo, Siergiej Łazariew, Osho. Tak, sami mężczyźni. W końcu doszłam do wniosku, że każdy z nich to duchowny lub psycholog/pisarz, mówca, z duszą artysty. Poszukiwałam w nich tego, który w pewnym okresie mego życia pozostawił mnie samą, bym tę energię męską, która daje pewność, działa, chroni, odnalazła w sobie. Ten autorytet, którego poszukiwałam, nie dostrzegając go w sobie to mój tato. Każdy z potencjałów, jaki przejawiali wymienieni mężczyźni, to potencjały rodowe mego ojca: artyzm, mówca, pisarz, duchowość, wrażliwość i Prawda – przez duże „P”. W imię Prawdy pradziadek, dziadek walczył z okupantem. W imię Prawdy o wolność, był konspirantem, mówcą, wielokrotnie narażając swoje i swojej rodziny życie.

Na mojej ścieżce odkrywania autorytetu poznałam wiele metod i narzędzi, które zapoczątkowała choroba mojego męża. Niektóre z nich towarzyszą mi do dziś. Sporo czasu zajęła mi weryfikacja ich. Dziś nie trudno je odnaleźć. Wystarczy, że wpiszemy w wyszukiwarkę, zajrzymy do „pana Facebook” i wszystko tam jest. Tylko czy wszystko nam służy? Wcześniej – jakieś 11 lat temu – zachwycałam się wszystkim, co poznałam. Poznawałam, próbowałam, zmieniałam, lecz w tym duchowym rozwoju zapomniałam o sobie, o swojej Duszy. Czułam się jak małe dziecko, któremu podsuwa się wszystkie zabawki. Apetyt jego w miarę dostatku rośnie, potrzebuje więcej nowych, lepszych, lecz zapomina bawić się zwykłym samochodem bez napędu, czy patykiem, który może stać się telefonem czy innym przedmiotem. Ograniczając w ten sposób wyobraźnię dziecka pozbawia się go kreacji czy radzenia sobie z dziecięcymi problemami. Analogia do mojej sytuacji pokazała mi, że ufając wielu narzędziom zatraciłam swą wewnętrzną wiedzę mej Duszy, która od zawsze we mnie jest lecz nie pozwoliłam jej przemówić.

Można dziś zagubić się wśród dróg, jakie pokazują nam inni: guru, nauczyciele, autorytety, pedagodzy czy mentorzy. Niezależnie od tego, w jaki sposób pracują, jak wspierają, zawsze prowadzą do tych samych prawd i wniosków, oprawionych przez ich doświadczenia słowami i formą. Mamy wrażenie, że chyba już wszystko zostało powiedziane. Piszę dziś te słowa pod wpływem refleksji. Dwa tygodnie temu zadano mi pytanie: „Czym się zajmujesz i jakimi metodami pracujesz?” Z tym pytaniem chodzę od dłuższego czasu, bo gdy ktoś pyta o radę, wsparcie, próbuję zdefiniować moją formę wsparcia dla was. Ludzie bowiem lubią mieć nazwane narzędzia, metody i sposób pracy. Chcą wiedzieć, czego mają się spodziewać, co mają robić, jakie zadanie domowe od przewodnika otrzymają.

Ja kochani pracuję w sposób, którego nie mogę nazwać. Bo czyż można ubierać w słowa, towarzyszenie w bólu, zagubieniu? Czy można zdefiniować dialog, w którym słucha się sercem, w którym daje się otrzymując?

W czasie procesu zdrowienia mojego męża, który opisałam w książce, pomogły nam terapie Radykalnego wybaczania, gongami (dźwiękiem), One Brain, Recall Healing, Medytacja, Uzdrawianie fantomowe, Ustawienia Hellingera. Kiedy mąż zmarł, nadal korzystałam z tych form, lecz już inaczej. Radykalne wybaczanie pomogło mi zrozumieć, że cokolwiek „wyświadcza” mi druga osoba, to zawsze jest to umowa w planie Dusz, by dostrzec lekcje z wyrządzonej krzywdy. Dzięki One Brain zrozumiałam, że każde traumatyczne zdarzenie ma swój zapis w komórkach ciała, zaś szkodłiwe przekonanie można w sposób łagodny zastąpić pozytywnym.

Dzięki temu zrozumiałam, że metody wspomagające rozwój są konieczne, lecz tylko na pewnym etapie życia. Pomagają zrozumieć siebie, odkryć niepotrzebne przekonania, zbudować na nowo relacje i wreszcie pokochać siebie. Wiara w ich działanie również może pomóc. Warto jednak wiedzieć, że dopóki nie przyjmiemy w sobie, na głębokim poziomie prawdy, że nie potrzebujemy żadnych metod, tak długo będą nam potrzebne. Cała wiedza bowiem o sobie jest w nas. Niestety zniekształcona poprzez metody wychowawcze, głosy wychowawców, autorytetów, zostaje już w dzieciństwie zniekształcana, a w konsekwencji przykryta stertą niepotrzebnych wierzeń.

Mogłabym powiedzieć, że dziś pomagają mi afirmacje, świadomość snów, Recall Healing czy neurografika. Owszem. Różnica jednak jest taka, że odnoszę się do nich w znacznie uproszczony sposób. Biorę od każdej z nich to, co ułatwi mi zrozumienie doświadczeń i relacji. Każda z nich bowiem jest wskazówką ciała, umysłu, Duszy. Każdą z nich stosuję, nie nazywając.

Przykład:

Każdy ból głowy jest efektem cierpienia mentalnego (Recall Healing). Wskazuje dewaluację intelektualną, z kim mi nie po drodze, w jakiej relacji nie jestem sobą myśląc inaczej. Pokazuje, że źródło cierpienia na poziomie myśli jest we mnie. Mogę więc się wyciszyć i zatopić w pustkę (Medytacja), oddychać głęboko, zwrócić się ku sobie i zapytać siebie, gdzie jeszcze się nie ukochałam. Mogę podziękować Bogu za doświadczenie bólu, gdyż ono jest drogowskazem, gdzie okłamuję siebie.

Tak naprawdę stosuję tutaj wiele metod, nie mając potrzeby ich nazywać.

Kochani! Każde z możliwych narzędzi staje się wartościowe wówczas, gdy nie nie uzależniamy się od niego, gdy uczymy się samodzielnie myśleć i stawać się każdego dni człowiekiem, odpowiedzialnym za siebie i swój świat.

Podziel się swoimi przemyśleniami