Dopóki będziemy trzymali się ograniczających przekonań, będziemy nieustannie oglądali się na innych, by powiedzieli nam, co mamy robić.
– Alberto Villoldo

Czy gdybym zrezygnowała z pracy, to by się nie wydarzyło?

W roku 2008 miałam 39  lat, pracę na etacie, byłam już matką dwóch dziewczynek i miałam poukładane życie. Mieszkaliśmy w naszym M4 i każdego roku wyjeżdżaliśmy na wakacje. Wielu mi zazdrościło, mówiąc, masz wszystko czego chcesz. Jak to robisz? Wielu pytało lecz nikt nie wiedział jak bardzo pusta i niespełniona czułam się w środku. Praca katechetki mnie męczyła. Zmuszałam się do coniedzielnych mszy świętych, a z mężem nie mogliśmy się porozumieć. Jedynym obszarem, jaki dawał mi spełnienie było moje macierzyństwo i zdrowe relacje z córkami. Każdego dnia zasypiałam z trudem rozważając rezygnację z pracy i separację z mężem. Nie chciałam rozwodu, lecz chwilowej separacji, która obudziłaby nas oboje.

Myśli o tak radykalnych zmianach wyzwalały we mnie ogromny lęk, który paraliżował jakiekolwiek działania w kierunku zmian. Znalazłam się na swojej linii życia w punkcie, w którym całkowicie byłam zamrożona. Wiedziałam czego nie chcę, lecz absolutnie nie miałam pojęcia czego chcę. Odrzucałam pracę. Nie chciałam małżeństwa ani więcej rozczarowań. Nie chciałam tej religii ani tego środowiska, ale nie miałam sił by to zostawić za sobą.

Diagnoza

W listopadzie 2008 roku u męża zdiagnozowano guz mózgu – glejak złośliwy wielkości 10 cm, w dodatku nieoperacyjny. Leczenie jakie podjęliśmy zawodziło. Guz wciąż odrastał. Wówczas podjęliśmy decyzję o wspomaganiu metodami alternatywnymi.

W wyniku choroby skorzystałam z rocznego urlopu zdrowotnego, poprawiły się relacje z mężem a wewnętrzną pustkę wypełniłam wartościami wynikającymi z pomagania mojemu mężowi w procesie powrotu do zdrowia. Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Guz mózgu – glejak znikł i mąż wrócił do zdrowia. Ale we mnie wszystko wrzało. Pozorna pomoc, chwilowa rezygnacja z pracy i ocieplenie relacji było tylko osłodą na moje wewnętrzne konflikty i cierpienie, jakiego doznawałam. Tym razem wspólnie podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do innego miasta. Zrezygnowałam z pracy, porzuciłam religię na korzyść Boga, który we mnie stopniowo się odradzał.

W tym miejscu powinnam zakończyć historię i powiedzieć o mojej wewnętrznej cudownej transformacji, o szczęściu i pogłębionej świadomości. Zazwyczaj tak bywa. Niestety nie w moim przypadku. W 2017 roku mąż zmarł. Zostałam z córkami na wynajętym mieszkaniu, z dorywczą pracą i ruiną finansową. To, co mi zostało to córki, rodzina, ludzie życzliwie nastawieni i wiara w Boga, że skoro był ze mną gdy świat mój się walił, to będzie ze mną i teraz. Pasmo katastrof odebrało mi racjonalne myślenie i świadome wybory, które z kolei tworzyły kolejne nieszczęścia.

W tym czasie próbowałam wielu zajęć. Przez 1,5 roku prowadziłam ośrodek terapii, który z mężem założyliśmy, a który upadł. Sprzątałam mieszkania i trzykrotnie wracałam do nauczania w szkole, lecz tym razem jako wychowawca świetlicy. Rozpoczął się okres doświadczania wydarzeń, z których wynosiłam coraz dotkliwsze lekcje.

Zmiana

Od tamtych wydarzeń upłynęło sporo czasu. Nadal pracuję na etacie, by mieć spokój finansowej niezależności. Dzięki dodatkowym godzinom, jakie biorę, moja sytuacja materialna się poprawiła i ustabilizowała.

W efekcie tych doświadczeń, zmieniło się moje postrzeganie świata fizycznego i relacji. Z naiwnej i wyrozumiałej dla wszystkich kobiety przeobraziłam się w osobę, która zaczęła dostrzegać w sobie moc działania. Przestałam czekać, aż ktoś mnie wyręczy. Przestałam wierzyć w cudowne narzędzia duchowości, zmieniające życie. Zaczęłam planować działania i robić grafiki zajęć. Dostrzegłam, że konflikt, jaki w sobie nosiłam, to starcie dwóch światów, których nie potrafiłam pogodzić – świata duchowego, z materialnym. Konflikt Duszy i osobowości, które od dawna były w trybie walki. Moja Dusza i jej skarby, talenty przejawia dziś przez ciało i pieniądze, jakie dają jej możliwość pokazywania ludziom tych darów.

Wynikiem mojej historii jest mój blog, na którym dzielę się lekcjami i konsekwencjami mych wyborów. Dzielę się tym, co zrozumiałam podczas tej trudnej podróży. Rezultatem jest stopniowe przechodzenie na swoją działalność. Stopniowe, ponieważ powrót do dzieci szkolnych stwarza mi przestrzeń na rozwój zajęć z neuroplastyki. Wiem doskonale, że na ten moment stosuję półśrodki, lecz wiem również, że porzucenie pracy na etacie z wiarą, że podołam nie są wyjściem. Przynajmniej nie dla mnie.

Kilka tygodni temu uczestniczyłam w spotkaniu autorskim ze naną każdemu Katarzyną Bondą – pisarką powieści detektywistycznych, która na początku wywiadu powiedziała: „Po pewnym czasie zrozumiałam, że nie przemyślałam decyzji i zrobiłam głupotę odchodząc z pracy”. Początki zmian, nawet jeśli serce się wyrywa do realizacji pragnienia są trudne, nawet jeśli te zmiany w dalszej perspektywie czasu są właściwym wyborem.

Lekcje doświadczeń – Tantra

Przekształcanie bolesnych doświadczeń i nauka lekcji to tantra.

Wyzwoliwszy się z trybu „walcz lub uciekaj”, możemy na nowo zacząć marzyć – nie tylko w nocy, ale i za dnia.

To, czego nauczyłam się podczas moich doświadczeń i w czasie tego etapu w życiu to to, że aby coś zbudować trzeba podjąć wysiłek. Jednak najważniejszą dla mnie lekcją było zaprzestanie  słuchania rad innych i słuchanie siebie – mojej duszy, która poprzez kolory, muzykę, śpiew kocha się wyrażać. Zauważyłam, jak ważna jest wewnętrzna cisza i wiara we własne możliwości oraz pewność tego, z jakimi skarbami przyszłam na ten świat.


Z czym dziś do was, kochani przychodzę? Z zachętą do czytania mojego bloga i udziału w moich medytacjach. Mam nadzieję, że moja historia posłuży wam jako jeden z wielu przykładów, że:

* Po pierwsze: jeśli jakiś obszar w życiu przestaje działać, to nie czekajmy na bolesne okoliczności, które staną się wyzwalaczem do zmiany i odbiorą resztę sił, lecz świadomie podejmujmy kroki ku zmianie;

* Po drugie: działania wynikające z lęku, niezaspokojonych pragnień czy poczucia braku nie pozwalają na trzeźwą ocenę sytuacji i są iluzją – chwilowymi zaspokajaczami;

* Wreszcie po trzecie: jeśli połączysz się w sobie ze swoim źródłem możliwości to wszystko to, co było niedostępne, staje się na wyciągnięcie ręki, i z radością zaczynasz tworzyć stopniowo swój świat, w którym stajesz się coraz lepszą wersją siebie.

Co o tym sądzisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Brak komentarzy jak do tej pory :(