Wielki Piątek: czas refleksji

Wielki Piątek, dla wielu jest jednym z najbardziej uroczystych dni w kalendarzu chrześcijańskim. To dzień, w którym wspominamy ostatnie godziny życia Jezusa Chrystusa oraz Jego śmierć na krzyżu. Dla wielu ludzi to czas refleksji, modlitwy i głębokiego zastanowienia się nad tą tajemnicą – Misterium. Dla wielu, czas zamyślenia nas sensem życia i jego kresem, który wcześniej czy później nadejdzie dla każdego z nas.

Zatrzymałam się dziś na pytaniu dlaczego Jezus musiał umrzeć? Odpowiedź wydaje się prosta. Kiedy nauczałam religii często uczniowie odpowiadali: „za nasze grzechy”, „umarł, by zbawić świat”, „taka była wola Jego Ojca”. Dziś gdy odpowiadam w ten sposób czuję ogromny niedosyt pomieszany z bólem. Czy naprawdę tak musiało się to zakończyć? On uosobienie miłości i zbawienia, naprawdę musiał doświadczyć tak okrutnej śmierci?

Mam przed sobą obraz ostatniej wieczerzy. Wokół stołu zgromadzeni są Jego uczniowie, którzy zarzekali się, że pójdą za nim wszędzie, nawet na śmierć. Byli Jego towarzyszami. Widzieli cuda, słyszeli naukę, byli świadkami wielkich rzeczy, a pomimo tego wielu okazało się tchórzami, którzy uciekli przed nim i Prawdą, na przyjęcie której nie byli gotowi.

Przyszedł na świat w trudnych czasach.

Czasach podziału, ogromnych różnic między bogatymi a biednymi. Czasach biedy, przemocy i ucisku ze strony rzymskich władz, a między grupami religijnymi i politycznymi panowały konflikty. Serca ludzi były zamknięte na współczucie, troskę, przebaczenie i miłość. Umysły były skostaniałe otoczone rusztowaniami starych przekonań. Z ograniczoną świadomością stosowano rozwiązania siłowet respektując stare prawo.

Jezus jako rewolucjonista

Wielu nazywa go rewolucjonistą. Jego przykazanie miłości bliźniego, słowa miłosierdzia i przebaczenia, stanowiły rewolucję w kontekście ówczesnych norm i wartości społecznych, a Jego nauki podkreślały równość wszystkich ludzi, co zapewne nie podobało się władzom.

Łamał wszelkie konwencje społeczne np. poprzez obcowanie z grzesznikami, wybieranie towarzystwa ubogich i wykluczonych, oraz przez swoje kontrowersyjne nauczanie, które czasem prowadziło do konfliktów z ówczesnymi przywódcami religijnymi i politycznymi. Z wielką mocą głosił potrzebę współczucia i solidarności z najbardziej potrzebującymi, ówczesne normy społeczne zaś, często faworyzowały bogatych i wpływowych ludzi.

Wreszcie: Odrzucał jakąkolwiek przemoc! Choć niektórzy uważają, że Jezus był rewolucjonistą w sensie politycznym, warto zauważyć, że jego nauka była silnie zakorzeniona w zasadach pokojowego rozwiązywania konfliktów i miłości nawet wobec wrogów. Jego odrzucenie przemocy stanowiło fundamentalną cechę jego rewolucyjnej postawy.

Jezus był największym mistrzem Zachodniej duchowości. Podążały za nim tłumy. Ludzie widzieli w nim pewną CAŁOŚĆ, BEZ PODZIAŁU NA LEPSZYCH I GORSZYCH. Dostrzegali w nim tego, który przyniósł nadzieję. Uczestniczył w weselach, radował z uzdrowienia, płakał nad śmiercią przyjaciół i wściekał się kiedy ktoś szydził z tego, co dla niego było świętością. W tych czynach była MOC, PASJA I AGAPE. Okazywał wszystkie ludzkie emocje, nie tłumiąc żadnej – był PRAWDZIWY i taki stanął przed ludźmi w środowisku, które go całkowicie odrzuciło, opluło, w końcu ukrzyżowało.

Nie byliśmy gotowi… słyszę te słowa, gdy opisuję dziś moje refleksje.

Niewielu było gotowych na taką świadomość, jaką przyniósł światu.

Czy zatem Jego misja miała szansę powieść się? Jezus musiał umrzeć, bo zderzył się z odrzuceniem Prawdy, z wyszydzeniem jej, a świadomość Sanhedrynu była obwarowana starym prawem, które strzegli, tak naprawdę strzegąc swych nieugiętych przekonań i zatwardziałych serc.

Obrona Prawdy

Jezus był „niewygodną Prawdą”, cieniem dla pozbawionych empatii i miłości ludzi, a niewygodna PRAWDA zawsze spotyka się z oskarżeniem. Ci, którzy go otaczali reprezentują wszystkie typy zachowania w obliczu odkrywania swego świętego przeznaczenia i własnej PRAWDY.

Spotyka się ze:

  • zdradą, jak u Judasza
  • zaprzeczeniem u Piotra i niespełnionym zapewnieniem wierności, który z lęku mówi „nie zam Go”
  • niewiarą Tomasza – „nie uwierzę, że to ty, dopóki nie dotknę”
  • lojalnością Jana, który był jak syn dla Jego matki
  • oblubieńczą miłością Marii z Magdali.

W obliczu naszego rozwoju duchowego odkrywamy swoją Prawdę. W obliczu rozważań Jego cierpienia i męki, odkrywamy nasze prawdziwe pochodzenie, właściwe reakcje i poszerzamy świadomość, stając się dla wielu znajomych niewygodnymi, innymi.

Czy mamy odwagę jak Jezus kochać słabych? Czy umiemy okazać złość, kiedy nasze granice są burzone? Czy płaczemy w geście współczucia nad umierającymi?

Czy zamieniliśmy serca z kamienia na serce żyjące Duchem?

Jeśli tak, to Świadomość Chrystusowa napełnia nas również odwagą do stanowienia o naszej prawdziwej tożsamości, która wielkokrotnie będzie musiała kształtować się w samotności. Może tak, jak Jego zdradzą nas przyjaciele, odejdą z lęku, niezrozumienia. Może zaprzeczą znajomości mijając nas i przechodząc na drugą stronę ulicy. Może nie uwierzą naszej Prawdzie dopóki sami nie doświadczą. Będą i tacy, którzy z miłości i lojalności pozostaną. Może trzeba będzie w cierpieniu i wyrzeczeniach potwierdzać w sobie tę Prawdę i kształtować odwagę do ujawnienia jej – i w końcu umrzeć po to, by obudzić się po symbolicznych trzech dniach przynosząc światło zmartwychwstania.

Przyszedł na świat dla małych i ubogich.

Był przebaczeniem dla grzeszników.

Pokarmem dla głodnych.

Latarnią dla błądzących.

Wyrzutem sumienia dla zatwardziałych.

Nadzięją dla zrozpaczonych i

ukojeniem dla rozdartych serc.

Był mostem dla rozdzielonych.

Ocaleniem dla zgubionych dusz.

Jego Miłosierdzie zawiera w sobie cały ludzki los.

Co o tym sądzisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Brak komentarzy jak do tej pory :(